czwartek, 20 marca 2014

Antwerpia

Antwerpia położona jest nad Skaldą, u ujścia do Morza Północnego. To jedno z ważniejszych miast handlowych północnej Europy. Słynie ze swojego pięknego rynku, oraz z tego, że jest ośrodkiem handlu diamentami. Stąd właśnie wywodzi się też wielu projektantów mody o światowej sławie. Te trzy fakty wystarczą, by stała się także chętnie odwiedzanym belgijskim miastem, ale jest tu znacznie więcej atrakcji, które pokrótce postaram się Wam pokazać.

W ubiegłym roku podczas kwietniowej podróży do Belgii wraz z Monsieur mieliśmy okazję wybrać się na jednodniową wycieczkę do Antwerpii. Z Brukseli dojechaliśmy tam pociągiem w około 40 minut. Wysiedliśmy na niesamowitym dworcu kolejowym - ponoć najładniejszym w całej Belgii. Muszę przyznać, że spośród dworców, które widziałam w Europie, to właśnie temu bez dwóch zdań przyznałabym palmę pierwszeństwa.


Hala dworcowa powstawała w latach 1895-1905. Została zaprojektowana jako ogromna, długa na 185 metrów i wysoka na 44 metry, konstrukcja z żelaza i szkła. W 2007 roku zakończyła się przebudowa dworca, dzięki której zyskał dwa dodatkowe podziemne poziomy.


Budynek robi tak gigantyczne wrażenie, również dlatego, że między najniżej usytuowanym peronem, a dachem jest ponad 60 metrów niczym niewypełnionej przestrzeni! Łącznie są tu aż 4 poziomy, spośród których na trzech zatrzymują się pociągi. Wygląda to bardzo nietypowo - trochę jak w wielkim domu dla lalek, w którym ktoś poustawiał pociąg nad pociągiem na osobnych kondygnacjach, a pomiędzy nie wcisnął jeszcze piętro ze sklepami i kafejkami.



Z zewnątrz dworzec jest także okazały. Podczas naszego pobytu był częściowo w remoncie, podobnie jak wiele innych obiektów, o czym napiszę za moment.




Tuż obok dworca znajduje się muzeum diamentów, które jak na złość niedługo przed naszą wizytą zostało zamknięte. Część zbiorów wystawiono w słynnym antwerpskim muzeum MAS, ale niestety nie było ono otwarte w dniu naszej wizyty.

Dlatego też z dworca skierowaliśmy się prosto głównymi arteriami w kierunku starej części miasta. Poruszanie się po Antwerpii było proste, bo już z daleka widać było strzelistą wieżę Kościoła Najświętszej Marii Panny.


Korzystając z ładnej pogody (kwiecień 2013 jak pewnie pamiętacie należał w Polsce do wyjątkowo mroźnych i wiosna przyszła dużo później niż zwykle, w Belgii było podobnie, ale na szczęście bardzo słonecznie) postanowiliśmy przejść miasto wzdłuż i wszerz.


Po kilkunastominutowym spacerze natrafiliśmy na pierwsze stare zabudowania.


Uliczki były ciasne, a kamienice w wielu przypadkach leciwe i nie zawsze odremontowane. Znakiem rozpoznawczym były za to liczne sklepy jubilerskie z wystawami udekorowanymi stosownie okazji - czasu Wielkanocy.



Ta część miasta bardzo mi się podobała, bo było tu spokojnie i można było zobaczyć kilka okazałych kościołów, w tym Sint-Jacobskerk, w którym spoczywa ciało Rubensa. Po krótkim spacerze dotarliśmy do głównych zabytków miasta - Kościoła Najświętszej Marii Panny oraz Grote Markt, czyli Głównego Rynku.

Katedra NMP widziana od północy
Ratusz przy Grote Markt
W Antwerpii mieliśmy pecha niemal od początku do końca - w tym okresie można było zobaczyć tylko nieznaczną część wnętrza katedry z powodu trwającego remontu.



Jednak korzystając z uroków wiosny niestrudzenie spacerowaliśmy dalej.


Udaliśmy się kilkaset metrów od katedry i rynku w kierunku rzeki.


Stąd widać było portowe żurawie (Antwerpia jest wielkim portem) oraz zamek HetSteen.


HetSteen to średniowieczny zamek, który został wybudowany w latach 1200-1225, przez co jest najstarszym budynkiem w mieście.


Po zobaczeniu wnętrza udaliśmy się w kierunku Vleeshuis, czyli "Domu Mięsa".


To gotycki budynek z wieżyczkami i iglicami. Trzeba go koniecznie odszukać w gąszczu wąskich uliczek w centrum, gdyż wygląda niezwykle okazale. Nie bez powodu jest uważany za jeden z najpiękniejszych i najbardziej oryginalnych budynków w mieście. Został wzniesiony w latach 1501-1504 jako cech rzeźników i halę targu mięsnego. Obecnie znajduje się tam ... muzeum muzyczne z zabytkowymi instrumentami.




Spod "mięsnego domu" wróciliśmy na rynek.


Tu niespodziewanie zastaliśmy ekipę filmową, która zorganizowała plan zdjęciowy tuż pod Ratuszem. Może poznacie któregoś, z jak domniemam, belgijskich aktorów? :-)



Po przejściu raz jeszcze koło Katedry skierowaliśmy swe kroki do zakupowej części miasta i ulicy Oude Kornmarkt.



Natrafiliśmy tu na mnóstwo sklepów przypominających chińskie targowiska.


Moją uwagę zwrócił zabawny pojemnik bento w kształcie hamburgera. Idealny na zupę do pracy, czyż nie? :-)


Wśród sklepów były jednak również te bardziej ciekawe z szerokim asortymentem skoncentrowanym wokół tematyki wystroju wnętrz. Były naprawdę interesujące i nie kojarzyły się z tandetą. Znaleźć tu można było oryginalne meble, oświetlenie i wszystko to, co może przydać się w domu.



W jednym z butików zaopatrzyłam się kilka ceramicznych naczynek na pamiątkę wizyty w tym mieście i miałam wielką ochotę na postarzane krzesło, ale jak bym je zmieściła do bagażu w tanich liniach lotniczych? ;-)


Kierując się od Vrijdagmarkt, na którym tego dnia odbywał się targ staroci, przeszliśmy na ulicę Steenhouwersvest. Tu spotkać można liczne markowe butiki - w okolicy zadomowiło się bowiem wielu światowej sławy projektantów (m.in. Diane von Furstenberg, Martin Margiela, czy Ann Demeulemeester). Wielu z nich ukończyło słynną, antwerpską ASP - Royal Academy of Fine Arts.

Antwerpia jest dziś nie tylko miastem diamentów, lecz również kolebką nowych trendów w przemyśle odzieżowym, którą zapoczątkowała tzw. antwerpska szóstka na początku lat '80-tych (Walter Van Beirendonck, Ann Demeulemeester, Dries Van Noten, Dirk Van Saene, Dirk Bikkembergs, Marina Yee).


W ten sposób dotarliśmy do budynku Het Modepaleis, w którym mieści się flagowy dom Driesa Van Notena. Tuż obok znajduje się G-Star Store, a dalej za rogiem Huis A. Boon - ekskluzywny butik z rękawiczkami.

Het Modepaleis, flagowy dom Driesa Van Notena


Najwięcej sklepów znajduje się jednak dalej - na deptaku Meir. Zanim jednak do niego dotrzemy przejdziemy obok paskudnego gmachu "Boerentoren" z logo KBC na szczycie. Budynek ten został wzniesiony w 1932 roku i był wówczas najwyższy w Europie.


Po chwili jesteśmy już na deptaku Meir – znajdziemy tu sklepy takich marek jak Boss, Burberry, Diesel, Lacoste, czy ... Disney! Jest też tu mnóstwo "megastore'ów" marek sieciowych.


Po przejściu kilkuset metrów byliśmy już nieopodal domu Rubensa.


Rubenshuis to autentyczny dom wielkiego malarza. Możemy tu zobaczyć jego pracownię oraz dowiedzieć się jak mieszkał on i jemu podobni zamożni mieszczanie w XVII wieku. W budynku obok jest restauracja, która serwuje smaczne jedzenie (my próbowaliśmy tylko deserów i kawy).

Rubenshuis
Z domu Rubensa na dworzec jest niecały kilometr. Jako, że słońce chyliło się ku zachodowi postanowiliśmy udać się na nasz pociąg powrotny do Brukseli. Tym samym zakończyliśmy swoją krótką wycieczkę po Antwerpii, do której zdecydowanie chcielibyśmy wrócić, by odwiedzić wszystkie muzea, które tego dnia były nieczynne.

Antwerpia to dla mnie póki co miasto kontrastów: jest tu wiele sklepów z drogą biżuterią, na ulicy spotkać można bez trudu ortodoksyjnych Żydów, a z drugiej strony nigdzie w Belgii nie spotkaliśmy tylu żebraków, którzy zaczepiali ludzi zarówno w okolicach dworca, jak i ścisłego centrum. Muzeum Rubensa sąsiaduje z ulicą pełną sklepów, na której nie uświadczy się manekinów o rubensowskich kształtach ;-) Tuż obok rynku znajduje się coś na kształt małego, chińskiego miasteczka, w którym króluje niebywała tandeta - taki krajobraz sąsiaduje z ulicą wypełnioną butikami światowej sławy projektantów.

Te fakty sprawiają jednak, że jest to miasto fascynujące i warte odwiedzenia. Architektura onieśmiela i robi ogromne wrażenie. Wystarczy tu przyjechać raz, by od razu polubić to miejsce.

Do kolejnego przeczytania,
E.

P.S. Więcej wpisów z Belgii znajdziecie tu:


W tle kopuła dworca

5 komentarzy:

  1. Pięknie!
    W Antwerpii byłam, ale jako dziecko i oprócz katedry i "mięsnego domu" niewiele pamiętam. Bruksela jakoś mi tak bardziej zapadła w pamięć. W każdym razie teraz narobiłaś mi ochoty, żeby znowu zobaczyć to miasto, już teraz jako świadomy podróżnik ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bylam w Antwerpii w zeszlym roku i bardzo mi sie podobalo, ale faktycznie specyficzne miasto i nieco dziwne, chyba dobrze je nazwalas - piszac miasto kontrastow.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiaj mi się śniło, że jestem właśnie w Antwerpii... To chyba jakiś znak! :) Urokliwe miasto, chciałabym je zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. blog cudownośći :) odkryłam go dziś robiąc szarlotkę z Twojego przepisu. Wyszła cudownie - bardzo dziękuję :) i serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię Twoje podróżnicze posty! Zdjęcia zawsze kipią wspaniałymi kolorami i magicznym klimatem :-) Postarzane krzesła są czadowe ;-)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli komentujesz anonimowo, bardzo proszę podpisz się imieniem lub nickiem, żebym wiedziała jak się do Ciebie zwracać.
Dziękuję za Twój komentarz i odwiedziny!

P.S. Komentarze na blogu są moderowane i pojawią się dopiero po zatwierdzeniu, co może zająć nawet kilka godzin.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...